Bajka autorstwa Danica Maternity - Mia i Domek Zabawek

Mia i Domek Zabawek

 

Nie wszyscy o tym wiemy. Hmm…, co ja mówię? Tylko wybrani poznali do tej pory tą tajemnicę. Ja usłyszałam ją przypadkiem i uważam, że wszyscy powinni o tym wiedzieć, dlatego dzisiaj ją Wam zdradzę.

Co to za tajemnica? A taka, że dawno temu istniało miasteczko, w którym nikt nie wiedział czym są… zabawki. Możecie sobie to wyobrazić?

Maluszki rodziły się, były karmione, kochane i cenione, ale co robić z dziećmi, które jeszcze nie chodzą, nie mówią i są zbyt małe, by towarzyszyć rodzicom w dorosłym życiu? Kładziono je więc na wiele miesięcy do ciepłych kołysek pod chłodne spojrzenia opiekunek. W odpowiednim momencie posyłano je do szkół, ale one nie potrafiły wykrzesać z siebie ani odrobiny emocji. Znajdowały sobie wygodny kąt do nauki, jadły i spały do kolejnego ranka i tak godzina po godzinie, dzień po dniu.

Z biegiem czasu dzieci te dorastały, zakładały swoje rodziny i miały własne dzieci. Najgorsze w tym wszystkim było to, że od wielu pokoleń wszyscy przechodzili przez to samo nieokreślone cierpienie i skazywali na to samo swoje potomstwo. I nic z tym nie robili. Nawet nie próbowali. Nie chcieli? Nie, po prostu nie wiedzieli, że można coś z tym zrobić.

 

Tylko jedno, jedyne na świecie miejsce było inne.

 

Na najwyższym wierzchołku Kuli Świata była kraina. Nieznana, niedostępna, odizolowana od reszty wysokim, potężnym murem. Jej mieszkańcy nigdy nie wychodzili poza wyznaczoną przed wiekami granicę. Nikt z zewnątrz nigdy ich nie widział, a oni sami nie mieli pojęcia co jest za murem. Wiedzieli tylko, że jest tam jakiś inny Świat. 

W Zamurowanym Miasteczku, w przytulnym domku, mieszkała Mia. Mama niedawno dała jej błyszczącą piłeczkę, dla której dziewczynka od razu straciła głowę. Mia miała setki zabawek, mimo to z piłeczką nie rozstawała się nawet na sekundę. Bawiła się nią od bladego świtu do późnego wieczora. Nawet nadała jej imię - na cześć najpiękniejszego kamienia, jaki kiedykolwiek widziała – Tourmaline.

 

Pewnego dnia, Mia obudziła się bardzo wcześnie. Rodzice jeszcze spali, gdy ona zabrała swoją piłeczkę i wymknęła się na podwórko.

Piłeczka Tourmaline zaprowadziła ją na plac przed Ratuszem, potem do parku, na łąkę, do lasu, aż wreszcie pod samiusieńki mur. Stary, bardzo stary mur. A skoro stary, to dziurawy.

Tourmaline skocznie pokonała dziurę i już była po drugiej stronie muru. Mia ruszyła za nią. Wcisnęła się w kamienną szczelinę i pierwszy raz w życiu zobaczyła Świat po drugiej stronie muru. Był pusty i cichy. Zamurowane Miasteczko górowało nad nim. Piłeczka coraz szybciej oddalała się od dziewczynki, Mia biegła za nią ile sił w nogach, ale nie dała rady jej dogonić.

Zmęczona i rozżalona usiadła na wielkim głazie i spojrzała wokół. W oddali widziała wioskę, a za nią duże miasto. Mur zniknął dawno temu. Zaczęła zastanawiać się, co ma teraz zrobić. Była głodna i chciało jej się pić.

Postanowiła iść przed siebie. Po długim marszu weszła do wioski. Minęła pierwszy dom i puste podwórko, drugi, trzeci… „Dziwne – pomyślała – u nas wszędzie biegają  dzieci”. Zapukała do chatki. W drzwiach stanęła poważna, młoda kobieta, a za nią posępny mężczyzna. Nie wyglądali strasznie, raczej… nieszczęśliwie. Przedstawiła się i poprosiła o pomoc.

Przyjęli ją bez wahania. Kobieta natychmiast postawiła na stół gorącą zupę a gospodarz przyniósł wodę. Mia z ciekawością chłonęła otoczenie. W kołysce cichutko leżało roczne maleństwo, a pod oknem siedział apatyczny chłopczyk. Mia dziwiła się bardzo, bo nigdy w życiu nie widziała, żeby dzieci tak się zachowywały. Nikt nic nie mówił, nikt się nie ruszał bez potrzeby – jakby żyli w spowolnionym świecie.

Mia zupełnie tego nie rozumiała, a jako że bardzo chciała dowiedzieć się o co tu chodzi, to pozostała u nich przez kilka dni. Spacerowała po wiosce, odwiedzała miasta, obserwowała i zastanawiała się jak pomóc tym ludziom.

 

Któregoś dnia swojego pobytu w miasteczku Mia usiadła w sennej kawiarni. Przy stoliku obok niej usadowiła się jakaś smutna rodzina, a z drugiej strony dwóch sfrustrowanych, wyglądających na ważne osobistości panów.

Nie chciała podsłuchiwać, ale też nie było sposobu, żeby nie usłyszeć, jak jeden z nich mówił: Nie wiem co robić, na całym świecie ludzie popadają w coraz to większą niechęć i znużenie. Rozejrzyj się wokół  – wskazał ręką na sąsiednią rodzinę. – Dzieci siedzą przygnębione, mają takie zgaszone spojrzenia. A dorośli? Szkoda mówić! To prawie zupełne otępienie. Niby nic nowego, inni nie byliśmy i nie będziemy, ale… ale ostatnio jest coraz to gorzej…martwi mnie to. Czemu tak się dzieje? Jak temu zaradzić?

Mia była wstrząśnięta tym co usłyszała. Mieszkała już tu od kilku dni i widziała trochę tego świata. Porównując go ze swoim, zauważyła jedną, niepokojącą rzecz. Nie dawało jej to spokoju, chciała poprosić o wyjaśnienie swoich gospodarzy, ale powstrzymywała się, bo czekała na odpowiedni moment, żeby zadać kluczowe pytanie. I teraz właśnie nadszedł ten moment. Wstała i podeszła do zmartwionych mężczyzn. 

- Przepraszam, że się wtrącam, ale niechcący słyszałam co Pan mówi. Ja mam w związku z tym jedno pytanie. Dlaczego Wy nie dajecie dzieciom zabawek? – powiedziała to na tyle głośno, że wszyscy w kawiarni spojrzeli na nią. Ale wcale jej to nie spłoszyło. Mówiła dalej. - Gdybyście dali dzieciom zabawki to nie byłyby takie znudzone!!! A tak, to siedzą i nie wiedzą co ze sobą zrobić! Ja pochodzę z Zamurowanego Miasta i u nas dzieci mają pełne kosze zabawek. Od pierwszych dni mamy grzechotki, smoczki, gryzaki, w łóżeczkach świecące i grające karuzele! – paplała. A ta dziewczynka? – wskazała na wózek. – Nie ma nic, patrzy tylko przed siebie i czeka aż zaśnie. Ja też mam siostrę, do jej wózka przyczepiony jest łańcuszek z dzwoneczkami, w które uderza raczkami. I mam starszego brata! Razem mamy calutki pokój zabawek. Rowerki, misie, lalki, autka……- wykrzykiwała z podnieceniem i znów spojrzała na siedzącą obok rodzinę. – A ten chłopczyk? Jak my idziemy z rodzicami do restauracji to tam jest dla nas całe pudło kredek, mazaków, gier i…. i wszystkiego! Szybko jemy i wracamy do zabawy. Nie siedzimy nieruchomo obok dorosłych nie mając co ze sobą począć!

 

Mężczyźni wlepili w nią oczy i dużo czasu upłynęło, zanim zrozumieli to, co ona powiedziała.

- Czekaj, skąd ty jesteś? Zza muru? Jakim cudem? – wydukał pierwszy.

- Nie wiem jakim cudem się tu znalazła i dajmy temu spokój – odpowiedział mu drugi. - Ale słyszałeś co ona powiedziała?!! Że dzieci ciągle bawią się jakimiś zabawkami? Nie znam tego słowa! Bawią się? Co to są zabawki? Rozumiesz coś z tego??

Mia wzięła głęboki oddech, bo w tym momencie dotarło do niej o co tutaj chodzi. 

- No właśnie! Teraz już rozumiem! Bo wy nie wiecie co to są zabawki! – dziewczynka zrobiła wielkie oczy. - Na tym polega problem. To dlatego wszyscy jesteście tacy! Dzieci nie mają co robić, czym się bawić, z czego cieszyć. Nie potraficie się bawić, bo nie macie czym! Od małego jesteście markotni! Nudzicie się od urodzenia do samej starości, nie macie żadnych rozrywek, żadnych zabaw! Nie wiecie co to zagrać z kimś w piłkę, poczytać książkę, pojeździć na rowerku czy odbijać jo-jo! Nigdy się nie bawiliście się! – wymieniałaby dalej, gdyby jeden z mężczyzn jej nie przerwał.

- Czekaj, czekaj, czekaj! – chwycił ją za łokieć. A wy to macie? Skąd? Skąd bierzecie te…., te….jak mówiłaś?

- Zabawki! – podpowiedziała Mia. - Jak to skąd je bierzemy? U nas jest taki różowy domek, rosną na nim kwiaty i liście. To jest Domek Zabawek – ściszyła tajemniczo głos. - Ale cicho… on jest magiczny. Chodzimy tam i bierzemy co chcemy, bo Domek daje nam coraz to więcej, nigdy nie widać końca. Cały czas burczy i robi nowe klocki, wiaderka, gry iiiiiii…. – rozłożyła szeroko rączki - i tyle wszystkiego! Chodźcie ze mną, wszystko wam pokażę.

 

W mieście wybrano dziesięcioosobową delegację, która poszła odprowadzić Mię i sprawdzić jej słowa. Wszyscy byli bardzo podekscytowani, żenie tylko zobaczą Domek Zabawek, ale pierwszy raz wejdą za mur.

Mia oczywiście poprowadziła ich przez otwór w murze, wyjaśniając, że to jedyne przejście. Kiedy tylko pojawili się na głównym placu, uradowani z jej powrotu rodzice i wszyscy mieszkańcy Zamurowanego Miasteczka wybiegli im naprzeciw.

Później, Rada Starszych zaprosiła gości do Ratusza. Rozpoczęła się długa, ciepła rozmowa. Goście, którzy uzyskali potwierdzenie słów Mii, mieli początkowo żal do Rady za to, że odizolowali się od Świata murami, odbierając innym dostęp do Domku Zabawek.

- Dlaczego to zrobiliście? – pytali goście. - Wasze dzieci mają wszystko, a nasze w ogóle nie wiedzą, że czegoś im brakuje. Całe pokolenia wyrosły w smutku i nudzie. Wiecie ile czasu będziemy potrzebować, żeby to naprawić?

- Bardzo was przepraszamy – mówiła Rada. - Wiemy, że to jest jedyny na świecie Domek Zabawek, dlatego go tak chronimy. Trzysta tysięcy lat temu w górach na drugim końcu świata, mieszkała zła królowa, która chciała dla swojej jedynej córki ukraść światu Domek Zabawek. Wysyłała osiem wielkich smoków, które atakowały i zabijały nas dziesiątkami. W końcu została już tylko garstka ocalałych i to oni postawili mur dookoła Domku Zabawek. Na jego szczycie zamontowali wyrzutnie głazów i smoły, dzięki czemu pokonali smoki. Niestety, sami przy tym zginęli, ale Domek Zabawek ocalał. Jak się później okazało, ukryli w nim swoje malutkie dzieci. Jak one sobie poradziły same, nie wiemy. Przypuszczamy, że Domek się nimi opiekował. Te dzieci to nasi pra, pra dziadkowie. Z nich wyrosły nowe pokolenia.

- Skoro zagrożenie minęło, to trzeba było rozebrać mur…

- Te dzieci niczego nie pamiętały. W Domku Zabawek razem z nimi pozostały księgi ówczesnej osady. Mamy je do dzisiaj, o proszę tam możecie je zobaczyć– burmistrz wskazał na potężną dębową szafę.  - Księgi mówią, że za wszelką cenę mamy chronić Domek Zabawek. Nie możemy ruszyć muru dopóki nie będziemy pewni, że na zewnątrz jest bezpiecznie. A jak mieliśmy się tego dowiedzieć, skoro jesteśmy nim szczelnie otoczeni?

- Hm – delegaci zamyślili się. – Rzeczywiście, to jest zrozumiałe. Ale skoro my tu w końcu jesteśmy i wiecie już, że niebezpieczeństwo minęło, to co teraz zrobicie?

Burmistrz długo nie myślał. Odpowiedział bez wahania:

- Jutro rozpoczniemy rozbiórkę muru. Podzielimy się z wami wszystkim co nam daje Domek. Nie gniewajcie się, proszę, na nas. Musieliśmy wypełniać polecenia przodków. Teraz jesteśmy pewni, że nie ma już zagrożenia ze strony złej królowej, więc mur nie jest nam potrzebny. Jest późno, zapraszam was teraz na ucztę, a od rana zabierzemy się do roboty.

 

Następnego dnia wielkie maszyny uderzyły w potężną ścianę. Powstała wielka dziura, potem druga i kolejna. Do wieczora po murze pozostała wysoka sterta gruzu.

A to co najważniejsze nastąpiło kolejnego dnia w samo południe. Domek Zabawek zaczął drżeć, powiększył się i z komina wypuścił chmurę kolorowych balonów. Nikt ich nie zliczył. Tysiące balonów wiatr niósł wszystkim dzieciom na świecie. Potem za balonami wyleciała do góry przepiękna, haftowana w czerwone róże i zielone listki szarfa. Ludzie przecierali oczy ze zdziwienia i krzyczeli z zachwytu. Szarfa rozświetliła wszystko wokół. Rozwijała się, aż do następnego południa. Zmieniała kolory i wzory, aż wreszcie wielokrotnie oplotła sobą całą Kulę Świata.

Wtedy posypały się z niej iskierki, a za nimi miliony zabawek. Pierwszą z nich była piłeczka Tourmaline, która od razu w radosnych podskokach pokulała się do Mii. Różnorodne zabawki spadały na wioski, miasta, pojedyncze domki, docierały do każdego dziecka. Cichy świat obudził się. Z daleka dochodziły odgłosy śmiechu, żartów, głośnych rozmów i zabaw. Dopiero wtedy szarfa łagodnie opadła na ziemię, aby odpocząć.

 

A co się z nią stało potem? Spokojnie, nikt o niej nie zapomniał. Kobiety pocięły ją na kawałki i zaczęły używa jako element dekoracyjny do swojej odzieży, a przyszłe Mamy owijały nią swój brzuszek.

Pytasz po co?

Po to, żeby nikt nie zapomniał historii Domku Zabawek i aby wszystkie dzieci, które będą przychodziły na świat były radosne i uśmiechnięte od pierwszych chwil.  Żeby nigdy nie zabrakło im zabawek. A także po to, aby dzieci te były jak mała Mia – otwarte na innych, wrażliwe, z sercem na dłoni skierowanej do ludzi.

 

 

           

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl